niedziela, 10 października 2010

Mieć STYL – co to właściwie znaczy?

Co najmniej od kilku dekad moda nie dyktuje nam trendów, raczej je proponuje. Otwierając rano szafę nie mamy już dylematu jak Scarlett O’Harra, mająca żałobę po Karolku Hamiltonie. Niezależnie od wieku i statusu społecznego możemy ubierać to, co najbardziej nam odpowiada. Jest to jednak wersja oficjalna. Jak ubierać się oryginalnie, skoro wszędzie powielany jest ten sam schemat?
Wszędzie czytamy identyczne rady, jesteśmy zachęcani do inspiracji stylem celebrytów, „Seksem w wielkim mieście”, kupowania w lumpeksach… Co obecnie oznacza sformułowanie „mieć własny styl”?

Nadchodzi nowy sezon. Nieważne, czy jest się na bieżąco z trendami, czy też nie – trzeba kupić nowe ubrania. Ciepłe buty, płaszcz, jakieś swetry… Zaczyna się szał zakupów. Idziemy do jakiejś sieciówki, bo tam przecież zakupy robi się najłatwiej, na przykład do H&M. Wybieramy sobie kożuszek, leżący najbliżej wejścia, za najbardziej popularną w tym sklepie cenę – 129,9 PLN, bez świadomości, że przez najbliższe kilka miesięcy będziemy nosić ubranie inspirowane płaszczem z kolekcji Burberry. Trochę jak w filmie „Diabeł ubiera się u Prady”, kiedy Andrea wyśmiała dwa identyczne paski – „Uważasz, że to cię w ogóle nie dotyczy. Idziesz do swojej szafy i wyjmujesz sfilcowany, niebieski sweter, by zasygnalizować światu, że traktujesz siebie zbyt poważnie, by dbać o to, w co się ubierasz. Ale nie wiesz, że ten sweter jest nie tylko niebieski. Nie turkusowy. Nie w barwie lapis lazuli. Jest modry. Jesteś nieświadoma faktu, że w roku 2002 de la Renta stworzył kolekcję modrych sukien, potem Yves Saint Laurent pokazał serię modrych marynarek. Modrość ukazała się w ośmiu różnych kolekcjach, potem zdeklasowała się w domach towarowych, by następnie dogorywać smętnie w twojej szafie. Ale mimo to za tym odcieniem stoją miliony dolarów, więc bawi mnie twoje przekonanie, że dokonałaś wyboru, by odciąć się od świata mody, gdy tymczasem nosisz sweter wybrany przez obecne tu osoby”. Może jest to trochę przerysowane, aczkolwiek niepozbawione prawdy. Kupowanie w sieciówkach jest na pierwszy rzut oka pozbawione wad, ale jeżeli przyjrzymy się temu okiem świadomego konsumenta, dostrzeżemy kilka mankamentów. Mam na myśli przede wszystkim słabą jakość (mam dziury we wszystkich T-shirtach, kupionych w sieciówkach), przytłaczająca liczba zbyt dosłownych inspiracji „prosto z wybiegu” i ubrania z „zielonej” linii H&M „made in bangladesh”.

Inną kwestią jest kupowanie w lumpeksach i internetowych sklepach, specjalizujących się w sprzedaży ubrań vintage. Osobiście nie jestem przekonana do robienia zakupów w ten sposób. Praktycznie wszystkie blogi o modzie bazują na lumpeksowych opowieściach i prezentowaniu zakupowych łupów, przez co wydaje mi się to jeszcze bardziej oklepane. Jakoś nigdy nie wierzyłam w skomponowanie całego zestawu za mniej niż 20 złotych, a jedyna rzecz, jaką kupiłam w lumpeksie to kapelusz, w którym nigdy nie wyszłam na ulicę z powodu braku odwagi.

Nie wierzę też w akcje typu „zmienić styl za grosze” czy diy (do it yourself), prezentowane często w magazynach i blogach o modzie, a robienie wytartych dżinsów za pomocą Domestosa czy nawlekanie koralików na sznurek w celu zrobienia naszyjnika, uważam po prostu za śmieszne. Tak samo jak przyszywanie koralików do poduszki w celu „ożywienia wnętrza” – przykład ten powielany jest często w tego typu artykułach. Ogólnie robienie ręcznie biżuterii jest świetnym sposobem na ożywienie stylu, ale do tolerancji wobec koralików nikt mnie nie zmusi – są po prostu okropne!

Innym sposobem na urozmaicenie stylu (tym razem w wersji z wyższej półki) jest biżuteria firm takich jak Pandora czy Lilou. Choć płacenie 800 złotych za jeden koralik wydaje się głupotą, ogólna idea bardzo mi się podoba. Tym bardziej, że najtańsze (czyli najbardziej minimalistyczne) koraliki są kolokwialnie mówiąc najładniejsze. Idea takiej biżuterii została zaadaptowana również przez klasę średnią. Mam na myśli oferty z Krupówek i nadmorskich straganów – „stwórz niepowtarzalną biżuterię! łańcuszek – 5 złotych, każdy koralik – 3 złote”. To jeden z przykładów na nieprawidłowe zrozumienie pojęcia „luksus”. Biżuteria marki Pandora przywodzi mi raczej na myśl góralki, które marzyły o posiadaniu prawdziwych korali. Zbierały je latami, każdy koralik zdobywały osobno, zostawiały w spadku swoim córkom… W każdym bądź razie była to biżuteria z historią. To był luksus. 

A co ze stylem? Z pojęciem „styl” kojarzy się przede wszystkim oryginalność. Ale jak tu być oryginalnym, skoro wszyscy dążymy w podobnym kierunku i podobnie rozumiemy to pojęcie? Na przykład biżuteria Lilou – została stworzona z myślą o byciu oryginalnym, a noszą ją prawie wszystkie polskie celebrytki. Wszyscy kopiujemy też ikony typu Audrey Hepburn i Marylin Monroe. Samo stwierdzenie „mój ulubiony film to „Śniadanie u Tiffany'ego”, czyni z nas kogoś lepszego, niż gdybyśmy lubili oglądać film „Sami swoi”,
a naszymi ulubionymi bohaterami byliby Kargul i Pawlak. Może trochę ironizuję, ale niestety tak wygląda rzeczywistość.
Miałam nadzieję, że Wikipedia pomoże mi lepiej zrozumieć znaczenie słowa „styl”. Niestety, Wikipedia traktuje słowa „moda” i „styl” jako synonimy i tłumaczy je jako „potrzebę naśladowania innych, aby się identyfikować z nimi”. Czyli koło się zamyka. Po raz kolejny, niestety.  

1 komentarz:

  1. Każdy traktuje styl na swój sposób i nikomu się nie narzuci swojej ideologii. Andrea miała swoje racje wyśmiewając Mirandę. Te paski faktycznie bardzo się od siebie nie różniły, a paradoks był wymuszony na potrzebę filmu (i fabuły)Fakt, że jeśli nie będziemy szczegółów traktować poważnie (nie mówię już w tym momencie tylko o modzie) to wszystko przewali się i stanie "do góry nogami", jednak gdy będziemy wszystko traktować zbyt poważnie staniemy się pedantami i luźna kompozycja lub w ogóle działanie spontaniczne stanie nam się obce.

    OdpowiedzUsuń